Zapraszamy na wczasy !Augustyna donosi

OW AUGUSTYNA - Jastarnia | Willa AUGUSTYNA - Jastarnia | OW ŻEGLARZ - Jastrzębia Góra
Rezerwacja | Cennik | Dojazd | O Półwyspie | O nas | Sznurki | Teneryfa | Księga Gości
Widok na morze | Pogoda | FAQ | DVD | FotoGaleria | Donosy | Pomoc | Kontakt

***** Donosy prosto z plaży w Jastarni *****

Donosy pochodzą z plaży przed OW Augustyna w Jastarni.
Wiadomości z poprzednich lat znajdziecie w archiwum.
Zdjęcia nie otwierają się? Kliknij tutaj.



OW AUGUSTYNA w Jastarni na Półwyspie Helskim

Znajdź nas na:

Facebook:
Facebook - Augustyna.pl

Youtube:
Youtube - Kanał Augustyna.pl


Vimeo:
VIMEO - Kanał Augustyna.pl i SurfMedano.com

Donos z dnia 30-11-2011, a dokładniej z godziny 10:07
Dziś ostatni dzień listopada i zarazem tzw. Andrzejki. Pogoda nadal mroźnie-szaro-bura, ale zgodnie z tradycją dzisiejszy wieczór to czas magiczny, czas wróżb i prób przepowiedzenia przyszłości. Jedni w to wierzą, inni nie, ale tak czy inaczej dla jednych i drugich mamy kilka sposobów na spędzenie tego wieczoru.

Lanie Wosku
Roztop wosk w małym naczyniu i lej na wodę przez ucho od klucza. Kształt woskowej figurki powie Ci, co czeka Cię w nadchodzącym roku.

Buty
Ustaw lewe buty wszystkich niezamężnych Pań rzędem w kącie pokoju. Ostatni w kolejce przestawiacie na początek. Właścicielka buta, który pierwszy dotknie czubkiem progu, pierwsza wyjdzie za mąż.

Obieranie jabłka
Obierz jabłko tak, aby powstała jedna obierka. Rzuć nią za siebie przez lewe ramię i odczytaj literę utworzoną przez leżąca na podłodze obierzynę. Na nią zacznie się imię Twojego męża.
Wahadełko
Zawieś pierścionek/obrączkę na czerwonej nitce. Ustaw takie wahadełko nad wazą wodą. Rękę trzymaj nieruchomo i obserwuj obrączkę. Jeśli wahadełko nie poruszy się, upłynie wiele lat, nim spotkasz ukochana osobę, a jeśli się rusza to już niedługo, już niedługo... Im szybciej się rusza, tym krótsze będzie to niedługo.
Wróżba z papieru
Potnij czystą kartkę na trzynaście równych części. Na sześciu z nich napisz swoje marzenia. Teraz wymieszaj dokładnie karteczki, włóż do miski i zalej wodą. Która kartka wypłynie pierwsza, to marzenie sie spełni. Jeśli to będzie pusta kartka - trzeba trochę jeszcze poczekać na spełnienie marzeń.
Magiczny ogień
Pomyśl sobie życzenie i zapal dwie zapałki. Trzymaj je płonącymi łebkami do góry. Jeżeli zapałki będą palić się “ku sobie”, życzenie się spełni w ciągu roku, a jeśli nie – trzeba dłużej poczekać na jego realizację.
Filiżanki
Pod trzema filiżankami schowaj: obrączkę, monetę, listek a czwartą zostaw pustą. Zamień miejscami filiżanki. Wybierz jedna z nich. Jeśli trafisz na obrączkę, czeka cię miłość, listek-ślub, monetę-bogactwo. Gdy wybierzesz pustą filiżankę, nowy rok nie przyniesie zmian.
Szpilka prawdy
Potrzebne jest 7 lub 13 szpilek. Włóż je do kubka, potrząśnij i wysyp na stół przykryty obrusem. Następnie odczytaj, jakie litery zostały utworzone przez rozsypane szpilki.
A. przed Tobą podróż lub przeprowadzka
E. pomyślność w miłości i w pracy, jeśli litera jest odwrócona – przejściowe kłopoty
H. szczęście w miłości, małżeństwo
K. sukces zawodowy
L. uważaj na złodziei, jeżeli litera jest odwrócona – ostrzega przed chorobą lub wypadkiem
M. wyjątkowo korzystna propozycja
N. okres dobrej passy
T. pomoc przyjaciół
W. uwaga na oszustów wokół siebie
V. ktoś będzie chciał cię wykorzystać
X. szczęście sprzyja ci we wszystkim
Książka prawdy
Zadaj sobie pytanie o przyszłość (takie na które odpowiedź brzmi tak lub nie) i otwórz na chybił trafił jakąś książkę i sprawdź numer strony. Jeśli jest dwu- lub trzycyfrowy, dodaj do siebie cyfry, aż uzyskasz jedną cyfrę. Wynik parzysty to “tak”, nieparzysty “nie”.
Włos prawdy
Na wyrwanym z własnej głowy włosie odmierz palcami kolejne litery alfabetu. Jeśli włos jest długi, trzeba powtórzyć liczenie aż do skutku. Litera, która wypadnie na końcu włosa, to inicjał imienia lub nazwiska przyszłego partnera.
Zapałka prawdy
Postaw na stole talerz i wylej na niego z jednej strony kilka kropli mleka, a z drugiej strony kilka kropli atramentu. Po środku trzeba położyć zapaloną zapałkę i patrzeć, w która stronę nachyla się płomień lub zwęglony patyczek zapałki. Mleko oznacza blondyna, atrament bruneta.

Na koniec jeszcze tylko serdeczne życzenia szczęścia dla wszystkich Andrzejów i... udanego wieczoru!

Donos z dnia 29-11-2011, a dokładniej z godziny 09:20
W Jastarni wieje, wieje i wiać będzie. Dopiero co skończył się jeden atomowy weekend, a tu następny już się zapowiada. Jak tak dalej pójdzie to chyba wywieje chyba cały piasek z naszego wąskiego paska piasku... kto wie...?

Donos z dnia 28-11-2011, a dokładniej z godziny 09:01
W nocy wiatr o sile 9-10 Bf w Jastarni parę rzeczy poprzestawiał, ale choć niewyspani, to jednak wszyscy żyją i mają się dobrze.

Donos z dnia 26-11-2011, a dokładniej z godziny 18:49
I znów sie popływało, sie pofotografowało...;-)

Donos z dnia 25-11-2011, a dokładniej z godziny 15:18
I znów sie wyjechało, sie popływało, sie pofotografowało...;-)

Donos z dnia 25-11-2011, a dokładniej z godziny 09:16
Ten weekend przyniesie zdecydowaną zmianę typu pogody - będzie wietrznie i deszczowo. Niż XAVER współdziałając z wyżem ZOEY wytworzy przeciąg, który w nocy z niedzieli na poniedziałek da wiatr w porywach nawet do 12 stopni w skali Beauforta.
Dziś jednak jeszcze bez silnego wiatru i znaczących opadów - zachmurzenie małe lub umiarkowane dopiero po południu wzrośnie do dużego. Przy okazji wiatru niż sprowadzi do nas znad Atlantyku cieplejsze powietrze. Temperatura osiągnie nad morzem nawet +9C. Tylko na wschodzie chłodniej, bo około +5C. Wiatr z południa i południowego zachodu umiarkowany, na północy chwilami silniejszy. Uwaga meteopaci! Ciśnienie będzie systematycznie spadać, a siła wiatru rosnąć.

Od wielu tygodni zarówno na Półwyspie Helskim, jaki i na terenie całego kraju nie padał deszcz. To tak zwana susza atmosferyczna, a co za tym idzie również susza glebowa. Na szczęście nie mamy jeszcze do czynienia z z suszą hydrologiczną (wysychanie rzek, bardzo obniżony poziom wód gruntowych). Również pora roku ma znaczenie - nie jest gorąco, więc ani ludzie, ani rośliny zbytnio nie odczuwają tej suszy. Na wiosnę lub latem byłoby znacznie gorzej.

Natomiast w ten weekend spodziewamy się nie tyle deszczu (choć i jego nie zabraknie), co wiatru. Dużo wiatru. Bardzo dużo wiatru. Będzie mniej więcej tak, czyli naprawdę wietrznie. Woda jest jeszcze w miarę ciepła (+9C), więc na pewno pojawią się zimno- i wiatrolubni wind- i kitesurferzy. Jednak proszę pamiętać. Przy tych temperaturach powietrza i wody oraz przy tej sile wiatru to już naprawdę nie jest zabawa. W dodatku silny wiatr w niedzielę zostanie uzupełniony poziomo padającym deszczem, czyli po prostu lekko nie będzie.

W poniedziałek wiatr zacznie cichnąć, a od wtorku nastapi uspokojenie sytuacji. Będzie lekko wiać z południa, lekko świecić, a na termometrze w dzień zobaczymy około +5C. A kiedy przyjdzie zima? Albo przynajmniej mróz? No cóż... na razie zimy nie widać. Jedyne co jest pewne, to fakt że zima kalendarzowa przyjdzie 22 grudnia 2011.

Donos z dnia 22-11-2011, a dokładniej z godziny 15:36
Sie wyjechało, sie popływało, sie pofotografowało...;-)

Donos z dnia 21-11-2011, a dokładniej z godziny 09:36
Za oknem pochmurno, wilgotno i na szczęście niezbyt wietrznie. Temperatury jednocyfrowe, choć wyraźnie dodatnie. Pierwsze przymrozki na Półwyspie pewnie dopiero w grudniu. W każdym razie "miodu nie ma" i chwilowo złota polska jesień nam się skończyła. Od czasu do czasu wiatr wieje, więc oczywiście da się pływać, ale temperatura odczuwalna z pewnością jest ujemna, więc jest już naprawdę zimno! No cóż... jak ktoś jest zimnolubny, to nie ma problemu, ale jeśli nie jest, to trzeba kombinować inaczej. Ot, można choćby spakować deskę i wstawić ją wraz z rowerem do pociągu, później do samolotu i wzbić się w przestworza by po 4 godzinach minąć Przylądek Espichel i po kolejnych 2 godzinach dotrzeć do Wysp Kanaryjskich i w ładnych okolicznościach przyrody dotrzeć na Teneryfę. A tutaj czeka nas już piękna górka do wjeżdżania oraz trochę niższe, ale równie ciekawe fale do ujeżdżania. W każdym razie da się tak przetrwać do pierwszych mrozów w Jastarni, a później znów będzie lato...

Donos z dnia 19-11-2011, a dokładniej z godziny 08:24
Pochmurno, sennie, spokojnie i dość ciepło (+8C). Na początek nie ma jak śniadanko we dwoje albo nawet i we czworo, bo w kupie raźniej, szczególnie jak się jest w menu innych amatorów śniadanka. Po porannym małym co nieco można wybrać się na spacer po plaży, pokontemplować bezkres morza lub przekonać się jaką temperaturę ma woda.
Okazuje się, że jest to około +9C, a wiatr wieje z siłą 4 Bf, więc pływać można. Jeśli ktoś nie pływa, to może jeszcze pospacerować pustymi ulicami podziwiając barwy jesieni i to pod czujnym okiem naszych służb.
Gdy do tej mieszanki dodamy jeszcze powszechnie panujący tu święty spokój, a czasem wręcz niemrawość, to naprawdę nie chce się nawet myśleć o wyjeździe, choćby nawet już na peronie się stało...

Donos z dnia 16-11-2011, a dokładniej z godziny 09:13
Za oknem bez zmian, czyli jednocyfrowo, dodatnio, bez wiatru, bez deszczu i pogodnie, więc żeby zatrzeć to wrażenie zupełnego "nie dziania się niczego" (zresztą zupełnie poprawnego) dzisiejszy donos będzie zbudowany zgodnie ze starą, ale jak najbardziej aktualną dziennikarską zasadą: "Nic tak nie ożywia gazety jak trup na pierwszej stronie. Na drugiej stronie należy umieścić coś a propos pierwszej, ale już nie tak drastycznie. Następne strony to wyjaśnienia tych dwóch pierwszych (na wypadek jakiegoś pozwu, czy czegoś w tym stylu) plus jakaś papka, czyli wypełniacze i na koniec golizna. Raz-dwa-trzy i nakład sprze-da-ny".

No to jedziemy z koksem: najpierw trup, u nas nawet trup i jego oprawca, czyli SENSACJA. Nasi tajni informatorzy, których personaliów nie ujawnimy nawet przed prokuratorem (to zdanie znaczaco wzmacnia bohaterskość redaktora w walce o prawdę i powinno wzbudzić podziw czytelnika), uprzejmie nam donieśli (takie czasy - ludzie donoszą donosicielowi, czyli róbta co chceta), że te zdawać by się mogło niewinne stworzonka nazywane mewami, w gruncie rzeczy mamią społeczeństwo swym sielankowo-romantycznym wizerunkiem. Naprawdę (proszę zapamiętać, że to my pierwsi o tym piszemy) są zwykłymi, wstrętnymi i podłymi padlinożercami.
I to by było na tyle jeśli chodzi o pierwszą stronę.

Teraz druga.
Tylko nasza redakcja dotarła dziś ( proszę pamiętać, że jako jedyna i mamy na to wyłączność) na teren portu w Jastarni, gdzie rybacy przywieźli z morza ryby. Ryby te były martwe i zakrwawione. (należało o tej martwocie i zakrwawieniu koniecznie napisać, żeby druga strona jakoś nawiązywała do pierwszej, bo inaczej to się by kupy nie trzymało, zresztą i tak się nie trzyma).
OK. Mamy dwie strony, a na nich trupa, oprawcę i absolutnie martwą rybę. Na razie idzie nam chyba dobrze. Teraz zgodnie z zasadami wyjaśniamy o co właściwie chodzi, ale nie przesadzamy z tym - w końcu jutro też trzeba o czymś pisać.
Po pierwsze pierwsza strona. Mewy są drapieżnikami, polują na żywe ryby, ale jeśli trafia się jakaś padlina, to czemu nie. Nie dość, że bardziej krucha, to jeszcze nie szarpie się i ma niezły aromat. W końcu nawet lew nie gardzi padliną, więc mała mewa tym bardziej jest usprawiedliwiona.
Po drugie druga strona. Rybacy łowią ryby. Taka jest ich praca. Bardzo ciężka praca. Złowione ryby po jakimś czasie są niestety martwe, a po wypatroszeniu nieco zakrwawione. Po usmażeniu już tego nie widać, zupełnie tak jak świńskiego ogona w serdelkach.

A teraz UWAGA - ta informacja tylko dla naszych czytelników. Udało nam się rozpracować metodami operacyjnymi tajemniczy i nie zrozumiały nikomu dotąd kaszubski szyfr. Otóż jeśli usłyszycie, ze ktoś mówi o laksach, pomuchlach, bańtkach, bretlingach i kwapach, to nie dajcie się zwieść. On tak naprawdę mówi o łososiach, dorszach, flądrach, szprotach i miętusach.
W ten sposób mamy dwie pierwsze strony + wyjaśnienia + rozwikłaną tajemnicę. Całkiem nieźle, nieprawdaż? Teraz zgodnie z zasadami sztuki dziennikarskiej jeszcze trochę golizny, czyli gołej pupy i KONIEC. Raz-dwa-trzy i numer sprze-da-ny...;-)
A może nawet od tych trupów i golizny nakład nam wzrośnie...

Donos z dnia 14-11-2011, a dokładniej z godziny 09:39
Jaki poniedziałek, taki cały tydzień, czyli jest dobrze, bo nie pada i nie wieje, temperatury są dodatnie, ale słońca coraz mniej i coraz bardziej wilgotno. Przyszły tydzień przyniesie już chyba typową listopadową pluchę, więc warto skorzystać z ostatnich stosunkowo ładnych dni.

Donos z dnia 12-11-2011, a dokładniej z godziny 10:07
Jak wiadomo, Półwysep Helski to nic innego jak wąski i długi na 40 km pasek piasku. Przy okazji trzeba dodać, że jest to bardzo płaski pasek piasku, o czym możemy przekonać się na przykład podczas spacerów. Szczególnie w tak piękny, słoneczny i bezwietrzny dzień jak ta sobota.

Jednak nie wszędzie jest płasko. Są miejsca, gdzie wydmy osiągają ponad 20 metrów nad poziom morza. Dwadzieścia metrów może i nie robi wrażenia, ale za to widoczki z nich i owszem.

Donos z dnia 11-11-2011, a dokładniej z godziny 20:03
Ładnie się zaczęło, ładnie się skończyło, czyli może by tak przy okazji tapetę wymienić...?

Donos z dnia 11-11-2011, a dokładniej z godziny 09:51
No i mamy ten 11.11.11. Jak na koniec świata, to jest naprawdę ładnie!

Donos z dnia 10-11-2011, a dokładniej z godziny 10:22
Jutro data 11.11.11, czyli sześć jedynek, więc tak na wszelki wypadek prognoza na weekend już dziś, bo jutro kto wie co się stanie... pewnie Święto Narodowe.

Dziś, tak jak przez poprzednie tygodnie, w dalszym ciągu będziemy pozostawać pod wpływem wyżu XENIA przynoszącego dużo chłodnego i suchego powietrza z północnego wschodu. Ten "chłód" sprawi, że nocne przymrozki staną się powszechne, a "suchość", że nawet przy nocnych rozpogodzeniach nie będą powstawać mgły. Zapowiada się wiec pogodny, choć chłodny koniec tygodnia.

Za oknem nadal ładnie tylko chłodniej. W końcu w listopadzie chłód to nic dziwnego. Poza niższymi temperaturami i brakiem mgieł nie powinno być zmian, czyli nadal będzie bardzo pogodnie, a delikatny wiatr będzie wiał z ćwiartki południowo-wschodniej. Temperatury wody i powietrza już jednocyfrowe, ale nadal bliżej im do dwóch cyfr niż do zera. Na Półwyspie ze względu na "bałtycka kołderkę" o temperaturze około +9C jeszcze nie ma przymrozków, ale za tydzień, dwa pewnie już będą.

To ochłodzenie kojarzy się oczywiście z Syberią, a jak Syberia, to oczywiście w naszym wypadku Kuźnica. Tak, tak w Kuźnicy jest prawdziwa Syberia, choć w głębi kraju ta Syberia nazywałaby się pewnie "Kuźnica Kolonia" lub "Kuźnica Wybudowanie", bo jest to po prostu kilka domów oddalonych wyraźnie od reszty Kuźnicy. Legenda mówi, że dawno, dawno temu jeden z rybaków nie mógł pogodzić się z sąsiadami, więc został z niej wygnany i musiał wybudować się poza granicami Kuźnicy. A jak wygnanie to Syberia i tak właśnie podobno powstała kuźnicka Syberia.

A jak Syberia to cuda, więc teraz będzie jeszcze o najprawdziwszym cudzie, który wydarzył się tam niemal dokładnie 9 lat temu. Otóż w dniu 29 października 1999 o godzinie 16:27 z powodu awarii katapultował się pilot samolotu odrzutowego MiG-21 Bis z bazy lotnictwa Marynarki Wojennej w Babich Dołach koło Gdyni. Pilot opuścił kabinę samolotu w 8 minucie lotu w rejonie Półwyspu Helskiego. O godzinie 16:42 pilota z tratwy ratunkowej podniósł śmigłowiec ratowniczy Anakonda i przetransportował na lotnisko w Babich Dołach. Pilot myśliwca nie odniósł obrażeń i był w dobrej kondycji. Natomiast samolot MIG-21 Bis rozbił się w Kuźnicy (a właściwie w Kuźnicy Syberii) na Półwyspie Helskim. Na miejscu zdarzenia działały grupy zabezpieczenia Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej i 9 Flotylli Obrony Wybrzeża.

Samolot spadł na sezonowy sklep spożywczy (sklep był zamknięty), który uległ całkowitemu zniszczeniu. Na szczęście oprócz sklepu prawie nic nie zostało zniszczone, ani nikt nie zginął. O prawdziwym CUDZIE mogą mówić mieszkańcy okolicznych domów (miejsce upadku było nie dalej niż 10-15 metrów od nich), a w szczególności właściciele Willi GRYF, po dachu której praktycznie ześlizgnął się samolot (przeleciał tak nisko, że zerwał antenę telewizyjną, choć nie dotknął dachu). W miejscu katastrofy stoi teraz kapliczka pod wezwaniem Św. Barbary (m.in. orędowniczka w czasie burzy i pożarów). Więcej szczegółów oraz zdjęć znajdziecie Państwo w naszej CUDownejFotoGalerii. Zapraszamy! Tym razem naprawdę warto!

Donos z dnia 09-11-2011, a dokładniej z godziny 10:26
Za oknem zamiast błękitu nieba mamy szarość chmur, ale nie pada i nie wieje, więc jest dobrze. W tej szarości dnia codziennego odwiedził nas bardzo kolorowy ptak, czyli sójka.

Sójka to ptak wielkości gołębia o beżowo-brązowym upierzeniu. Jej największą ozdobą są błękitne, prążkowane pióra na czarnych skrzydłach. Aż trudno uwierzyć, że sójka jest ptakiem krukowatym, bo większość krukowatych wcale nie jest kolorowa, tylko czarna lub czarno-szara. Sójki mają nieładny skrzeczący głos. Ale dość często z nieznanych powodów udają inne ptaki. W lesie często można usłyszeć sójkę kwilącą jak jastrząb albo myszołów. Polskie sójki (łac. Garrulus glandarius, ang. Eurasian Jay), wbrew pozorom nie wybierają się wcale za morze ponieważ zimę spędzają w południowo-zachodniej Europie. W ich miejsce przylatują zimą sójki ze Skandynawii (one faktycznie wybierają się zimą za morze, czyli Bałtyk i nasza sójka jest prawdopodobnie Szwedką właśnie). Sójka zamieszkuje wszelkiego rodzaju lasy. Jadłospis ma urozmaicony - jej pokarmem są drobne kręgowce, owady i jaja innych ptaków. Jesienią robi zapasy na zimę w postaci żołędzi chowanych w różne skrytki w ziemi. Czasami potrafi zebrać nawet kilka kilogramów! Potem najczęściej o nich zapomina, a wiosną żołędzie kiełkują i zaczynają wyrastać z nich maleńkie drzewka. W ten sposób staje się mimo woli najlepszym sprzymierzeńcem leśników w sadzeniu lasów. Często dziwimy się, widząc dąb choć w najbliższym otoczeniu nie widać innych dębów. Podziękujcie za to sójce - to jej zasługa.

Donos z dnia 07-11-2011, a dokładniej z godziny 09:26
Sytuacja nic a nic się nie zmienia - nadal mamy piękną pogodę, nadal mamy puste plaże i nadal mamy jesień, a na termometrze nadal w wodzie i powietrzu jest około +10C. Jaki poniedziałek, taki i cały tydzień. Jedyne co będzie powolutku się zmieniało to temperatury. Każdego dnia odrobinkę mniejszy słupek, tak aby za około dwa tygodnie zbliżyć się najpierw do porannych przymrozków, a później (ale to już chyba w grudniu) do temperatur ujemnych.

Donos z dnia 05-11-2011, a dokładniej z godziny 09:31
O takie listopadowe poranki nasi dziadowie walczyli! Nie tylko, że tak pięknie ostatnio było i jest, ale również będzie! Naprawdę od razu człowiekowi lepiej, kiedy nawet w listopadzie jest po prostu ładnie!

Donos z dnia 04-11-2011, a dokładniej z godziny 09:00
Nihil novi. Pogodę w Polsce nadal będzie kształtował ogromny wyż rosyjski, który sięga swym wpływem od Morza Barentsa na północy do Morza Śródziemnego na południu i skutecznie blokuje drogę niżom atlantyckim, które rozbijają się o niego jak o ścianę i pozostają nad zachodnią Europą tworząc np. nad Hiszpanią liczne komórki burzowe. Dodatkowo taka sytuacja tworzy tzw. efekt "pompy barycznej" - wyż po prawej i niż po lewej naszej stronie zasysają nad Polskę niczym dwa ogromne, kręcące się tryby (wyż zgodnie, a niż niezgodnie z wskazówkami zegara) ciepłe powietrze z południa Europy. Wiatr delikatnie wieje z południa i południowego wschodu, termometry miejscami pokazują więcej niż +15C (a to listopad!), a po ustąpieniu porannych mgieł i zamgleń dzień prawie w całym kraju będzie pogodny, słoneczny i ciepły. Na przeważającym obszarze będzie bezchmurnie. Na termometrach zobaczymy od +9C na północnym wschodzie, do +15C na południowym zachodzie. Wiatr południowo-wschodni umiarkowany.

Od wielu dni za naszym oknem utrzymuje się ładna pogoda i ani ten weekend, ani nadchodzący tydzień (a może i tygodnie) tego nie zmienią. Dziś możemy napisać to samo co tydzień czy dwa tygodnie temu: temperatura powietrza i wody w dzień to +11C, rano możliwe mgły, później rozpogodzenia i słońce, brak opadów, słaby i umiarkowany wiatr z południowego wschodu i brak przymrozków (te ostatnie na Półwyspie dopiero za jakieś 2 tygodnie najwcześniej). Pogoda po prostu idealna! Pozostaje tylko mieć nadzieję, że ten brak opadów nie zemści się w grudniu ponadnormatywnymi opadami śniegu, który znów zaskoczy drogowców i ucieszy sprzedawców łopat do odśnieżania, a ręce będą boleć...

Jeśli już jesteśmy przy wodzie, to zastanówmy się skąd na naszym wąskim pasku piasku jest woda, a konkretniej słodka woda do picia, bo tej słonej u nas nie brakuje. Właściwie to nie słonej, a słonawej, bo ze względu na niskie zasolenie Bałtyk zalicza się do wód słonawych (mezohalinowych) i określa morzem półsłonym. Średnie zasolenie u nas wynosi ok. 7 ‰, co jest niczym w porównaniu z zasoleniem na przykład Atlantyku (35 ‰), nie mówiąc o Morzu Czerwonym (42 ‰) czy Martwym (276‰!!!). Ale wróćmy na Półwysep Helski.

Otóż dawnymi czasy wodę pitną uzyskiwało się ze zwykłych studni, która wprawdzie mała leciutko słonawy posmaczek, to jednak dawała się pić, choć wg dzisiejszych standardów daleko jej było do doskonałości. Jednak już w roku 1904 (jak donosi niezastąpiony Starszy referent dla spraw turystyki w Ministerstwie Robót Publicznych Pan Mieczysław Orłowicz) wykopano w Helu studnie artezyjską i przekonano się, że górna aluwjalna warstwa piasku sięga do 55 m, później do 99 m. warstwa dyluwjalna, wreszcie w poziomie 106,5 m. zaczyna się warstwa kredowa, w której trafiono na żyłę wody słodkiej, pochodzącej prawdopodobnie ze stałego lądu. Potem w 1931 w pobliżu portu wojennego również w Helu wywiercono pierwszą studnię artezyjską głęboką na 157 m, samoczynnie podnoszącą wodę do 60cm nad poziom terenu. Drugą studnię wywiercono w 1938 r. Pierwsze linie wodociągowe zasilały port wojenny i koszary w "Jantarowej Checzy", a całość sieci wodociągowej (bez podziemnych schronów na hydrofornie) oddano oficjalnie do eksploatacji na kilka tygodni przed wybuchem wojny. I tak to właśnie się zaczęło.

Dziś woda w półwyspowych kranach pochodzi z ujęcia wody w Cetniewie, które zostało wybudowane w 1978, a 1995 wzbogaciło się o stacje uzdatniania. W jego skład wchodzi 7 studni głębinowych, które zaopatrują w wodę Władysławowo, Jastarnię, Juratę, Kuźnicę i Chałupy. Maksymalna wydajność ujęcia wynosi 400 m3/h, a woda spełnia wszelkie normy tak polskie jak i Uni Europejskiej oraz Światowej Organizacji Zdrowia WHO. W czasie sezonu letniego, gdy zużycie wody na Półwyspie rośnie niemal 50-krotnie do systemu dołącza ujęcie wody w Juracie, które umożliwia utrzymanie odpowiedniego ciśnienia wody w Jastarni, Juracie i Kuźnicy. W skład ujęcia wchodzą 2 studnie głębinowe i zestaw filtrów, oraz zbiornik retencyjny o pojemności 1000 m3. Maksymalna wydajność ujęcia wynosi 80 m3/h.

Donos z dnia 03-11-2011, a dokładniej z godziny 09:01
Mimo, że mamy już listopad, to w pogodzie nadal ładnie. Oczywiście poranki są mgliste, ale z czasem wypogadza się, świeci słonko i można spokojnie wybrać się na spacer po plaży i po drodze odkrywać uroki później, półwyspoewej jesieni. Takie okoliczności przyrody z temperaturą wody i powietrza w okolicach +10C powinny utrzymać się mniej więcej do połowy listopada.

Donos z dnia 01-11-2011, a dokładniej z godziny 10:20
Dziś 1 listopada, czyli Święto Wszystkich Świętych. Natomiast Święto Zmarłych przypada dopiero jutro, czyli w tak zwany Dzień Zaduszny (za dusze zmarłych).
Święto Wszystkich Świętych wprowadził papież Grzegorz IV w roku 834, natomiast obchody Dnia Zadusznego zapoczątkował w chrześcijaństwie w roku 998 św. Odylon, opat z Cluny, jako przeciwwagę dla pogańskich obrządków czczących zmarłych. Na dzień modłów za dusze zmarłych — stąd nazwa „Zaduszki” — wyznaczył pierwszy dzień po Wszystkich Świętych. W XIII wieku ta tradycja rozpowszechniła się w całym Kościele katolickim.

Tradycja czczenia zmarłych istniała oczywiście od zawsze i na każdym kontynencie, ale w Europie ma swój początek w starym celtyckim święcie "Samhain". Samhain (śmierć ciała) oznaczał dla naszych przodków początek nowego roku. Może to dziwne, że początek roku zaczynał się dla Celtów 1 listopada, ale należy sobie uświadomić, że Celtowie byli rolnikami i dla nich żniwa zaczynały się sianiem ozimin, czyli obdarowaniem zaczątkiem życia gleby śpiących jeszcze pól.
Kolejną ciekawostką jest fakt, że wszystkie zawsze obchodzono to święto dokładnie lub mniej więcej w tym samym dniu, w którym według sprawozdania Mojżeszowego rozpoczął się potop, tzn. 17 dnia drugiego miesiąca - miesiąca odpowiadającego w przybliżeniu naszemu listopadowi. Tak więc w tradycji żydowskiej początek temu świętu dało składanie hołdu ludziom, którzy zginęli w kataklizmie potopu.
Natomiast na Słowacji w zaduszkową noc zostawiano na stole chleb lub inne potrawy. Ludzie chcieli w ten sposób uczcić zmarłych, którzy mieli w tym czasie przychodzić do domu.
Brytyjczycy wrzucają do ogniska kamienie, warzywa, orzechy by odgonić złe duchy. Ludzie robili też zagłębienia w rzepie i dyni i wstawiali świece by odgonić złe duchy z domu.
Meksykańskie obrzędy ku czci zmarłych trwają dłużej niż w Polsce i mają zupełnie inny charakter. Tradycyjnie ceremonie odbywają się w trzech miejscach - w domu, w kościele (Meksykanie są katolikami) i na cmentarzu. W dniach 27 i 28 października w ich domach rozpoczyna się wielkie sprzątanie - w najbliższych dniach, przybędą bowiem na ziemię dusze zmarłych. Należy je przywitać z szacunkiem, który objawia się miedzy innymi czystym mieszkaniem. Wznosi się też tzw. ofiarę, przeznaczoną dla dusz zmarłych krewnych. Zazwyczaj jest to odpowiednio zaadaptowany ołtarzyk domowy. Na ścianie pokoju zawieszane są obrazki świętych, a pod nimi ustawiany stół przykryty obrusem, na którym umieszcza się wiele różnych przedmiotów - lichtarze ze świecami, kadzielnice, figurki świętych i aniołków, wazony i słoiki z kwiatami oraz inne ozdoby.
Po udekorowaniu ołtarzyka domownicy ustawiają na stole naczynia z potrawami, a na kwietnym łuku zawieszają owoce i słodycze - pokarm dla dusz, które po przebyciu długiej drogi z zaświatów będą bardzo głodne. Są niewidzialne i żywią się tym, czego nie widać - woniami i fluidami czekających na nie potraw. Zgodnie z wierzeniami, na ziemię najpierw przybywają dusze zmarłych dzieci, zwane aniołkami. Oznajmia to bicie kościelnych dzwonów 31 października o godzinie 20. Wtedy na stole Meksykanie stawiają więc to, co lubią dzieci, czyli słodycze. Aniołki odchodzą z domów następnego dnia, zwykle w południe, co również oznajmiają kościelne dzwony. Zbliża się czas przybycia dusz dorosłych, należy więc zmienić ofiarę. Teraz ustawia się na stole to, co oni lubili. Dostawia się na przykład popularnego w całym Meksyku indyka lub kurczaka w pikantnym sosie czekoladowym mole, a także tortillas i tamales, wypełnione ostro przyprawionymi farszami, czy specjalnie przygotowaną wieprzowinę. Na koniec zapala się kadzidło i każdemu ze zmarłych jedną dużą świecę. Tak przygotowany ołtarz czeka na przybycie dusz. Wszystko pozostanie na swoim miejscu do 3 listopada, kiedy nastąpi kolejny etap ceremonii - wymiana ofiar.
Z ołtarzyka zbiera się jedzenie oraz napoje - część przeznaczana jest dla członków najbliższej rodziny, reszta zostanie podarowana dalszym krewnym i powinowatym. Ci w zamian również przekazują jedzenie, aby jak mówią - krewni mogli spróbować tego, co zostawili umarli. Niekiedy wymieniane dary cała bliższa i dalsza rodzina spożywa wspólnie.

Donos z dnia 01-11-2011, a dokładniej z godziny 08:53
Tak jak było, tak i nadal jest pogodnie, wiatr słaby, temperatura w wodzie i powietrzu w południe około +12C i poza tym nomen omen święty spokój.

Dziś przecież wypada 1 listopada, czyli dzień poświęcony Wszystkim Świętym. Okazuje się, że Wszyscy Święci to nieco ponad 10.000 dusz (ich lista dostępna jest na tej stronie), które zyskały na ziemi i pewnie w niebie (piszę pewnie, bo z nieba nie mamy aktualnych danych) status Świętego. Dopiero drugi dzień listopada to Święto Zmarłych, czyli Dzień Zaduszny.Jest on poświęcony wszystkim innym duszom, czyli co tu dużo ukrywać większości naszych zmarłych krewnych, którzy do świętości potrzebują naszej modlitwy i pomocy. Według wierzeń ludowych przychodzą oni do naszych domów wieczorem 1 listopada. Stąd po wieczornej modlitwie powinno się na noc na pustym stole zostawić trochę chleba i nie palić w piecu, bo duchom ten ogień przeszkadza. Te zwyczaje wywodzą się jeszcze z czasów przed-chrześcijańskich i są nadal bardzo powszechne - to właśnie o nich traktuje lektura szkolna "Dziady" Mickiewicza. Kto nie czytał może przeczytać lub nie, ale na pewno warto uważać dziś na drogach, bo może być naprawdę niebezpiecznie.

Donos z dnia 01-11-2011, a dokładniej z godziny 08:49
Szast-prast i nie wiadomo kiedy, i nie wiadomo jak, ale październik 2011 już za nami i był to naprawdę przepiękny miesiąc. Razem z czerwcem i wrześniem z pewnością (i kolejny raz) pobili na głowę lipiec i sierpień, co możne być pewna wskazówką przy planowaniu urlopu w przyszłym roku.

Październik 2011 był przede wszystkim bardzo ciepły (wręcz letni) i bardzo suchy, szczególnie w drugiej połowie. Ładna pogoda sprawiła, że przez większą część miesiąca było bardzo rowerowo, bardzo spokojnie i naprawdę bardzo ładnie, Słońce wschodziło zgodnie z rozkładem (nie zanotowano żadnych spóźnień), a dzień był podobny do dnia.
Ciekawych jak to dokładniej było w październiku 2011 odsyłamy na październikową stronę donosów.

Donos z dnia 01-11-2011, a dokładniej z godziny 08:35
Nowy miesiąc, nowe wiadomości. Donosy z poprzednich miesięcy i lat znajdziecie Państwo w naszym przepastnym ARCHIWUM.

=======================================================

Donosy z poprzednich miesięcy znajdziecie Państwo w naszym Archiwum.

Jeśli jakakolwiek fotografia z "Donosów" jest z Twoim udziałem, a z jakichkolwiek powodów jest Ci to nie rękę, napisz na adres info@augustyna.pl. Zdjęcie zostanie natychmiast usunięte z sieci i innych nośników. Tutaj natomiast znajdziecie pozostałe zasady wykorzystania naszych zdjęć.


Początek strony

Strona główna